Kiedyś wydawało mi się, że prace plenerowe są czymś „lepszym” niż obrazy powstające w studio, malowane na podstawie zdjęć. Że to właśnie plener jest prawdziwym testem umiejętności artysty - jego zdolności do szybkiego uchwycenia światła, koloru i atmosfery chwili. Na początku mojej drogi spotykałem starszych artystów, którzy z dumą podkreślali, że wszystkie ich prace powstają w plenerze. To naturalnie wpływało także na moją własną opinię.

Z czasem jednak zrozumiałem, że zarówno plener, jak i studio mają swoje unikalne wyzwania i zalety, które nie tyle się wykluczają, co wzajemnie uzupełniają. Każde z tych środowisk służy innemu celowi - i nie każdy cel musi być szczególnie „szczytny”, by miał sens. Żeby to dostrzec, trzeba jednak wyjść spod wpływu pierwszych, często uproszczonych przekonań i pozwolić sobie na wyrobienie własnego zdania. To, co piszę, jest więc także MOJĄ opinią - i oczywiście każdy ma prawo mieć własną! :-)

Może zacznijmy od studia (czy też pracowni), bo raczej wszyscy wiemy jak to wygląda i nie będzie tu zaskoczeń. Studio oferuje kontrolowane warunki (dobrane światło, wygodny fotel, szerokie biurko), które pozwalają na skupienie sie na technice i detalu. Nie ma tu presji zmieniającej się pogody, uciekającego światłocienia czy innych niedogodności pleneru. I w sumie na tym można by ten akapit zakończyć.

Plener na placu Zbawiciela w Warszawie. Plener zaś to miejsce, gdzie wszystko dzieje się szybko i nieprzewidywalnie. Światło zmienia się z minuty na minutę, pogoda potrafi zaskoczyć, a otoczenie bywa zarówno przeszkodą, jak i źródłem motywacji.

Na początku plener bardzo mnie frustrował. Starałem się malować dokładnie tak samo jak w pracowni - z precyzją i dbałością o detale. Szybko okazało się, że to nie działa. Wiejący wiatr, słońce odbijające się od kartki, nagły deszcz, przesuwające się cienie czy przechodnie zaglądający przez ramię i opowiadający historie swojego życia... skutecznie burzyły ten plan.

Obraz namalowany w plenerze przedstawiający Zamek Królewski na Wawelu w szkicowej formie. Z czasem jednak zacząłem traktować plener inaczej - bardziej jako okazję do spotkań, rozmów i wspólnego spędzania czasu, a przy okazji namalowania czegoś zupełnie „na luzie”. Plener wymusza szybsze decyzje, większą elastyczność i skupienie się na esencji sceny, a nie na szczegółach. Gdy pozwoliłem sobie na szybsze, luźniejsze malowanie, na błędy i niedoskonałości, pojawiła się radość - a wraz z nią obrazy w zupełnie innej stylistyce.

Obraz namalowany w plenerze w Javea - w Hiszpanii - przedstawiający plażę, morze i białe domki na tle piaszczystej góry

Javea - Hiszpania

Szkic piórkiem z wakacji na Fuertaventurze - domki i palmy. Istotnym aspektem pleneru jest też traktowanie go jako pamiątki - z podróży czy spotkania. Taki obraz nie musi być „skończony” w klasycznym sensie. Często ważniejsze staje się to, że zawiera zapis konkretnego miejsca, światła i momentu w czasie. To sprawia, że prace plenerowe mają unikalną wartość emocjonalną.

Ostatecznie zarówno plener, jak i studio oferują wartościowe, choć odmienne doświadczenia. Plener uczy obserwacji, spontaniczności i odpuszczania kontroli, podczas gdy studio pozwala rozwijać technikę, precyzję. Jedno nie wyklucza drugiego i nikt nie powinien narzucać nam w jaki sposób gdzie i jak powinniśmy malować!

Plener przy ulicy Krakowskie Przedmieście w Warszawie. Grypka sześciu osób malujących akwarelą na chodniku.

fot. Mateusz Strzałka